sobota, 23 listopada 2013

Primo Victoria..?

  | Victoria Daniels | 24.02.1998r. |

| Charakter |

To, jak jest odbierana przez innych, zależy chyba od ich wieku. Victoria ma poczucie odpowiedzialności za młodsze dzieci, które mieszkają w sierocińcu, a więc zazwyczaj staje po ich stronie. Choć nieraz maluchy zdenerwują ją czymś - na przykład pomażą po nutach czy notatkach ze szkoły - nie okaże tego inaczej, niż pojedynczym przekleństwem rzuconym tak, ażeby dzieci tego nie słyszały. Dla nich jest cierpliwa i wyrozumiała. Lubi się nimi zajmować, pomagać im w lekcjach czy czymkolwiek innym. 

Dla starszych kolegów i koleżanek oraz rówieśników jest w zasadzie czymś w rodzaju dziwaczki. Bo przecież często spędza czas z dziećmi, bo nie traci do nich cierpliwości. Bo pracuje dużo zarówno nad nauką w normalnej szkole, jak i w muzycznej. Rzadko spotyka się ją bez nut lub notatek. Potrafi być niemiła, choć zdecydowanie nie robi tego specjalnie - po prostu się nie wysypia lub nie dojada, a jak wiadomo to sprawia, że człowiek ma generalnie gorszy humor i dużo trudniej jest się z nim porozumieć. Ale mimo słabych kontaktów z rówieśnikami czy starszymi od siebie, jest gotowa pomóc w razie potrzeby.

Wobec wychowawców czy nauczycieli jest po prostu przezroczysta. Taka, która w zasadzie ich szanuje, ale nie można powiedzieć, żeby wychylała się w którąkolwiek stronę. Zdecydowanie nie lubi, kiedy dorośli się nią interesują - tak więc jeśli niesiesz jej informację o wezwaniu przez nauczyciela lub wychowawcę, licz się z tym, że jeśli się o Twoich zamiarach dowie, to jej nie znajdziesz. 

Zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem przerywanie jej nauki lub gry na klarnecie - no chyba, że jesteś dzieckiem. Nie gryzie natomiast, kiedy przerwie się jej grę na starej, porysowanej, zdecydowanie zbyt mocno wysuszonej gitarze, będzie najwyżej zbyt nieobecna myślami, by prowadzić z nią normalną rozmowę. 

Raczej nie jest typem mocno towarzyskim. Choć na ogół nie przeszkadza jej to, że otaczają ją inni ludzie, dużo lepiej czuje się w towarzystwie jednej czy dwóch osób. Często słucha muzyki ze starej mp3, co sugeruje, że nie czuje więzi ze światem w jakim się znajduje i próbuje się od niego izolować. 

Preferuje mówienie prawdy, ale zdarza jej się kłamać. Nie jest kryształowa, nie była i nie będzie. Raczej unika kłamstwa, ale czasem - wiadomo, na przykład w szkole na pytanie 'dlaczego nie odrobiłaś zadania domowego?' - skłamie. To nie jest nic wyjątkowego, ogół społeczeństwa zachowuje się w ten sam sposób.

Muzyka jest dla niej wolnością. Kiedy rozpisuje sobie kolejne utwory, czuje dziwną radość, chęć do dalszej pracy. A kiedy skończy, jest po prostu bardzo zadowolona z siebie. Podnosi się wtedy też jej samoocena, która zazwyczaj szału nie robi.


| Wygląd |

Nic nadzwyczajnego. Szczupła dziewczyna o karnacji... zwykłej, ani ciemnej, ani jasnej. Niewysoka, choć też nie najniższa - swoje 160cm wzrostu ma. Ciemnoniebieskie oczy, jedno w połowie brązowe. Włosy, które sięgają jej nieźle poza łopatki, są proste, gęste i lśniące - barwy brązowej. Większość ubrań dziewczyny jest dosyć znoszona, ale wszystkie są czyste i zadbane. Zazwyczaj nosi spodnie z grubego jeansu, białe i szare podkoszulki oraz koszule w kratę. Odnośnie butów, są to stare trampki, nieco już wypłowiałe, ale nadal w bardzo dobrym stanie. Odnośnie czegoś cieplejszego - zazwyczaj są to czarne swetry, które przywiozła jeszcze z domu i obecnie są nieco za krótkie. Czasem Vaar zmusi ją do tego, żeby założyła jego bluzę.

Nie wyróżnia się absolutnie niczym. Jest zwykłą dziewczyną, jakich wiele wokół niej. Nawet ma te same kompleksy - a to twierdzi, że jest za gruba (nie jest, ale kto to kiedykolwiek nastolatce przetłumaczył?), a to, że jest brzydka - typowe dla piętnastolatki. 


| Historia |

To zwykła historia, nie ma w niej nic, co by mogło zwrócić uwagę. Nie było żadnych śmierci, chorób, no może poza jedną - poza alkoholizmem. Victoria urodziła się w rodzinie, którą zdecydowanie można określić jednym słowem: patologia. W domu zawsze wyczuwalny był zapach alkoholu i dymu papierosowego. Póki Vicky była mała, jej mama jeszcze starała się, żeby dziecko nie chodziło głodne, miało czyste - niekoniecznie wyprasowane - ubrania. Nie chciała, żeby inne dzieciaki wyśmiewały ją w szkole. Kiedy natomiast Vicky podrosła, mamusia przestała opierać się nałogowi i razem z ojcem oraz starszym rodzeństwem dziewczynki piła tak długo, jak długo cokolwiek do picia było. Od tamtej pory Victoria musiała radzić sobie sama. I naprawdę radziła sobie całkiem dobrze. Nikomu nic nie powiedziała, bo zwyczajnie wstydziła się za swoją rodzinę. Któregoś dnia przyszła do szkoły z kilkoma siniakami podejrzanego pochodzenia. Choć utrzymywała, że poślizgnęła się na schodach, nikt nie chciał w to uwierzyć - zwłaszcza po tym, jak w ciągu kilku następnych miesięcy siniaków tylko przybywało.W końcu sprawą zainteresowała się szkolna pedagog i szybko cała sytuacja wyszła na jaw - Victoria oprócz nauki w szkole, musiała sama zadbać o stary, rozpadający się powoli dom i pijących rodziców oraz rodzeństwo. Kiedy czegoś nie zrobiła - lanie. Opieka społeczna szybko zabrała jedyną nieletnią osobę z domu, pozbawiając rodziców praw rodzicielskich. Victoria miała wtedy jedenaście lat, trafiła do sierocińca w Seldovii.

Przez dłuższy czas unikała innych mieszkańców sierocińca. Nie lubiła tego miejsca, obawiała się, że inne dzieciaki ją wyśmieją - kto normalny pozwoliłby się tak traktować? Nie dopuszczała do siebie myśli, że inni mogli znaleźć się w tej samej sytuacji. W każdym razie kiedy przez pół roku nie dostała od rodziny żadnej wiadomości, stwierdziła, że nie ma już rodziny. Naprawdę nie chciała, żeby to, co działo się w domu zostało odkryte przez kogokolwiek, więc nie skarżyła się nikomu, a oni nawet jej nie odwiedzili... Więc dla niej już nie istnieją. Od tamtej pory pytana przez kogokolwiek, twierdziła, że jej rodzice nie żyją, bo wypadek samochodowy. 

Kiedy tylko przyzwyczaiła się do nowego miejsca i nowej szkoły, odkryła w sobie zainteresowanie muzyką. Uzyskawszy zgodę na to, poszła na egzaminy do szkoły muzycznej i dostała się. Od tamtej pory gra na klarnecie i gitarze.
 
Poznała w sierocińcu Zoravaara, z którym szybko się zaprzyjaźniła. I jednemu i drugiemu zdarzają się różne wyskoki, a więc postanowili pilnować siebie nawzajem, ażeby nic wybitnie głupiego nie zrobić - choć i tak nie dorównają głupotą pewnemu cesarzowi, który wypowiedział wojnę Posejdonowi i rozkazał żołnierzom... walczyć z morskimi falami!


No, KP napisana. Aktywna jestem głównie w weekendy,
więc raczej wtedy należy mnie szukać. 
Jeśli ktoś potrzebuje jakiegoś kontaktu ze mną, 
proszę zwrócić się do mnie na prv, podam.

sobota, 16 listopada 2013

nie jest najmilej czuć się źle i ja dobrze o tym wiem

Imię: Ksawery
Nazwisko:  Trelewney
Wiek: 25
Inne: wizytator Państwowy , Urzędnik do spraw domów dziecka i innych placówek opiekuńczo-wychowawczych
Charakter: miły, rześki, troskliwy   Tak mało? Nie pozwala na poznanie Twojej postaci na tyle, żeby można było z nią spokojnie grać, unikając pewnych niepotrzebnych zgrzytów; inne cechy charakteru nawet poznane w grze będą pomijane, ponieważ ich tu nie ma.
Historia: Ksawery urodził się na Alasce z matki indianki i ojca amerykanina miał bardzo łatwe dzieciństwo studiował na Harvardzie skończył medycynę i pediatrię dostał się do zarządu stanu Ciekawe, kto po skończeniu medycyny pracowałby jako urzędnik, ale to już Twoja sprawa. Rozbuduj to trochę, podaj choć trochę więcej informacji.
orientacja:Homoseksualna
Wygląd: wysoki blondyn o niebieskich oczach zazwyczaj chodzący w krótkich spodenkach japonkach oraz szarej bluzie lubi garnitury i japonki

Interpunkcja do poprawy. Rozbuduj tę kartę. Jest tu Twoją wizytówką, póki co sprawia raczej marne wrażenie. 

Z pozdrowieniami,
Obsługa techniczna. 

czwartek, 14 listopada 2013

Tak. Na pewno. Absolutnie. Bezsprzecznie. Ale o co chodzi?

Jego nazwisko wzięło się od najwyższego punktu Ameryki Północnej. Imię dostał po jednym z pierwszych ludzi na tymże szczycie .Znajduje się w sierocińcu odkąd sięga pamięcią. Ponoć trafił tutaj mając trzy lata.

„Ja Ci nie mówię co masz zrobić, tylko co ja bym zrobił na Twoim miejscu.”

Przygląda się wszystkiemu za swojej kurtyny średniej długości włosów, które najczęściej chowa pod kapucyną lub pod czapką. Nie lubi „chwalić” się swoimi włosami na lewo i prawo, pamiętając jak kiedyś jeden z opiekunów obciął mu je niezwykle krzywo i krótko. Co skończyło się ogoleniem na zero.. Ale to nie znaczy iż nie dba o nie. Woli je związać, schować, ukryć. 

„’Jeśli’ mam być szczery? Wybacz ale zawsze taki jestem. Szczery. Czasami do bólu. Bo lepsza jest gorzka prawda, niż słodkie kłamstewka.”

Jego oczy ponoć są do nieokreślenia. W zależności jak się ustawi do słońca, lub też jak się na nie patrzy, tęczówki przybierają kolor od głębokiej zieleni po brudny brąz. Wszystkiemu z uwagą się przygląda, w szczególności rzeczom widzianym po raz pierwszy. Przez to, często krzyżuje swoje spojrzenie z wzrokiem kogoś innego, lecz to zawsze ta druga osoba odwraca pierwsza wzrok. Przecież dla niego nie ma w tym nic krępującego. Według niego, oczy są zwierciadłem duszy, wiec po co je ukrywać? Problem jest taki iż z jego oczu, idzie wyczytać tylko spokój. Nawet jeśli jest zły, bądź smutny, czy też wesoły. Wszechogarniający spokój, który zaraża otoczenie w koło.

„Będziesz TO jadł? Ohyda. Obrzydliwe. Paskudne. Skupisko ludzkie, ideologia przyszłości i masowość wyrażone w jednym daniu. Idę. Odechciało mi się jeść.”

Jest chudy, ale nie żeby zaraz chorobliwie chudy. Ćwiczy kiedy mu się zachce, niezbyt dużo je a jeśli już to na pewno nic z tego śmieciowego żarcia. Według niego, jest pozbawione smaku. Używa za to niestworzone ilości soli i to prawie do wszystkiego, przez co także dużo pije. Głównie wody, ale nie pogardzi sokiem czy też innymi napojami.

„Ja się nie kłócę. Stwierdzam tylko niepodważalny fakt. A Ciebie niestety boli, iż mam rację. Więc przestań się bronić jak zaszczuty pies, skoro Twoje myślenie jest i tak błędne. „

Jest dosyć spokojny. Przecież na nikogo nie krzyczy, nieprawdaż? Jednak wystarczy jego pełen sarkazmu wzrok, i tak samo szyderczy uśmiech, aby móc dostać białej gorączki. Nie to że nikogo nie lubi. Po prostu większość toleruje. Jako tako. Jest nadzwyczajną oazą spokoju. Można go wyzywać od najgorszych, grozić mu a On uśmiechnie się tylko do Ciebie z politowaniem. Jednakże nie jest typem samotnika. Woli siedzieć w gronie ludzi których dobrze zna, którzy niestety dorastają i opuszczają ich wspólny dom. Do nowo przybyłych ma pewną dozę ostrożności. Czasami wydaje mu się iż jest za mądry, w złym znaczeniu. Mimo młodego wieku już przejmuje się chociażby tym, gdzie będzie pracował. Często zadaje pytania innym lub samemu sobie, natury egzystencjalnej.  Niezbyt specjalnie cieszą go perspektywy przyszłości, jak chociażby skończenie osiemnastu lat i wyruszenie w Świat. Woli siedzieć w bezpiecznym domu, którym jest dla niego właśnie ten Sierociniec.

: Walter McKinley : 16 lat : 168cm : 54kg : w sierocińcu od kiedy ukończył trzy lata : 

-Rzadko kiedy idzie dostrzec jak się uśmiecha po przyjacielsku. Wtedy strasznie mruży oczy, co wygląda wręcz komicznie.
- Posiada od pięciu lat, rudego kota. Dał mu na imię Bheru, co po Indiańsku znaczy „przyjaciel”.
- Potrafi przepięknie pisać, jeśli oczywiście mu się chce.
- Ma prawie fotograficzną pamięć. „Prawie” gdyż wiele szczegółów mu umyka.
- Nie było wiadomo kiedy ma urodziny, więc dano mu je tego dnia, kiedy go znaleziono. Czyli 1 stycznia.
- Nie cierpi, czy wręcz nienawidzi ludzi którzy patrzą na niego z góry.
- Nie pali, nie pije, nie wciąga, nie łyka. Uważa to za marnotrawienie czasu, pieniędzy, zdrowia i życia.
- Zna Sierociniec jak własną kieszeń, więc i nie ma mowy o zgubieniu się w nim. Dzięki temu jest niepokonanym mistrzem w chowanego. 
- W pokoju, zawsze ma pełną solniczkę. 
- Od słońca dostaje delikatnych blond pasemek. 
- Nie lubi zimy. Świąt. Sztuczności. 

„Myślę iż stałem się szarą częścią, tego szarego miejsca. To zapewne sprawia iż tak niezmiernie trudno będzie mi opuścić moje miejsce. Ale kiedyś to nastąpi, nieprawdaż?”




Witam serdecznie i zapraszam do wątków po KP~
Karta rzecz jasna może ulec zmianom, jak i mogą zostać dodane odnośniki.
On nie gryzie. Nawet się nie bije. Proszę. Tylko zmarnuje trochę Twojego cennego czasu.